10 najlepszych płyt w 2017 roku!

Rok 2017 w polskim hip-hopie bez wątpienia miał zarówno mocy początek jak i koniec. Polscy artyście związani z rap-sceną nie dawali nam przerwy od mocny wrażeń na tyle, by móc nazwać minione 12 miesięcy czasem przełomowych odkryć i klasycznych brzmień.  
Tak więc zaczynamy…

Gdzie diabeł nie może, tam Quebo pośle…

  1. Quebonafide – Egzotyka

Pomimo braku mojej osobistej sympatii do samego Quebo, muszę przyznać, że płyta wydana wraz z początkiem lata zasłużyła na status preorderowej platyny. Egzotyka to efekt dalekosiężnej pracy artysty, a samo przedsięwzięcie sprawia  ponadprzeciętne wrażenie jak na polskie hip-hopowe standardy. Może Kuba jeszcze całego świata nie podbił, ale na pewno większą jego część zwiedził. Projekt realizowany był w 60 krajach mieszczących się na, aż siedmiu kontynentach. Stwierdzenie, że jest to projekt na światowym poziomie jest w tym przypadku jak najbardziej na miejscu.

 

Lepiej późno wydać nową płytę, niż wcale…

  1. Te-Tris – Tristape

Długo, bo aż 2 lata czekaliśmy na nowości od jednego z lepszych freestylowych osobowości na rodzimej scenie muzycznej. Czasem warto jednak poczekać, szczególnie jeśli efekty tej pracy doceniają nie tylko wierni fani Adama, ale również osoby wcześniej nieprzekonane do stylu produkcji Te-Trisa.  Mamy nadzieję, że po wypuszczeniu pod koniec roku Specialiste EP na kolejny krążek nie będziemy musieli długo czekać, bo choć utworów z Tripstape’ u będziemy jeszcze długo słuchać, to pamiętajmy, że apetyt rośnie w miarę jedzenia…

 

Nie można mieć wszystkiego, ale można mieć Hadesa!

  1. Hades – Światło

Jeśli zastanawiacie się co właściwie mieści się na składance wydanej przez Łukasza na początku minionego roku, to wystarczy przypomnieć sobie znakomitego letniaczka, który bądź co bądź wydany w styczniu, przetrwał z nami do samego lata. Klip, ale przede wszystkim klimat numeru pomógł przeżyć nam całą długą zimę i bezpiecznie dotrwać do wakacji.
Wszystkich obecnie cierpiących na niedobór witaminy D, zapraszamy więc po solidną dawkę endorfin do samego Hadesa. Przy takim numerze, nawet sam władca świata umarłych śpiewa: „I od razu czuję, że żyję…”

 

Wszystko dobre co na Kubanie się nie kończy!

7. Kuban – Myślisz Jeszcze?

Powiedzenie „co za dużo to nie zdrowo” nie dotyczy w życiu dwóch rzeczy: studenckich imprez i ilości numerów na debiutanckim albumie Kubana. Po przesłuchaniu wszystkich osiemnastu utworów, nie odjęłabym z płyty żadnego z nich. Dlatego też wszystkich podnoszących głosy, że jest to przerost formy nad treścią zapraszam do wzięcia ze mnie przykładu. Powiem więcej, szczęśliwi Ci, którzy na swoich płytach znaleźli trzy bonusowe tracki.

Nie da się ukryć, że Kubano to jeden z najbardziej świeżych, a przy tym autentycznych w swej pracy raperów młodego pokolenia. Odczuć można to przede wszystkim przy okazji granych przez Kubę koncertów, o którym pisaliśmy zresztą >>tu<<.

Wszyscy dobzi ludzie! W trakcie zaliczania sesyjnych egzaminów pomyślcie czasem o Kubanie i odpalcie jeszcze „za młodu” jego płytę.

 

Mowa jest srebrem, a Paluch złotem.

  1. Paluch – Złota Owca

Łukasza można okrzyknąć współczesnym królem Midasem- czegokolwiek się nie dotknie staje się złotem. Tym razem padło na owcę i 14 zawartych na niej utworów. Paluch pozostaje wierny stylowi jaki zawsze prezentował i choć album może wydawać się w pierwszej chwili ciężki, to bardzo przyjemnie słucha się tej produkcji. Mimo, że poznańczyk nie uległ pogoni za zmianą i nagminnemu używaniu autotune, wyszło mu to tylko na plus. Dobrze wiedzieć, że niektórzy nigdy się nie zmieniają, a przy tym nadal robią najlepszą robotę!

 

Gdzie dwóch się bije tam dwóch korzysta!

  1. Adi Nowak & Barvinsky – Ćvir / Małpa x Mielzky x The Returners – Rottenberg
    Nie bez powodu umieściłam tych (kilku!) panów na jednym miejscu. Na pierwszy rzut oka różni ich wszystko: długość stażu scenicznego, prezentowany styl, rodzinne miasto… Z drugiej, wszystkich łączy nieporównywalny i niepodrabialny do nikogo charakter produkcji i co najważniejsze wielki talent!

Rottenberg
Nie tylko ze względu na obecne miejsce zamieszkania mam tak duży sentyment do Małpy. Na „Mówi” fani Łukasza zmuszeni byli czekać 7 długich lat, dlatego z nieukrywaną satysfakcją przyjęliśmy Rottenberga niecały rok później. Płyta jak na weterana przystało, wyznacza naprawdę wysoki poziom. Mamy nadzieję, że torunianin pójdzie za ciosem i kolejną produkcję usłyszymy niebawem. Więcej o płycie Rottenberg poczytacie <<tu>> w świetnej recenzji Magdy.


Ćwir
Ptaszki na mieście ćwierkają, że Adi jest objawieniem 2017 roku, a Barvinsky przyleciał chyba zza oceanu, bo talent jaki ma współtwórca płyty, nie mógł ujść naszej uwadze mimo uszu. Ledwo co skończyliśmy słuchać wakacyjnego „drap, masuj, miziaj”, a już zaczęliśmy objadać się ptasim mleczkiem i w 3 minuty odlatywaliśmy na koniec świata. Oby tylko chłopcy nie obrośli w piórka, bo cali w skowroneczkach czekamy na następne projekty.

 

Grosz do grosza, a będzie 6 zer

  1. Taco Hemingway – Szprycer EP

Mam wrażenie, że na ostatnio wydanej ep-ce od Taco forma „ej” artykułowana była w każdy możliwy sposób. Poza „ejej” na płycie znajdziemy również kilka świeżych kawałków, choć sama produkcja ma nieco nostalgiczny charakter. Mimo mojej nieskrywanej słabości do Filipa, bliżej było mi raczej do Marmuru, czy Umowy o dzieło. To, że Szprycer poprowadzony jest w nieco awangardowym klimacie, gdzie mamy do czynienia z autotunem i trapem pokazuje jednak, że młody Zeus próbuje eksperymentować ze stylem i nie stoi w miejscu.

Po tym jak na koncercie Filipa spotkałam znajomego mecenasa i to z dwiema córkami z pewnością potwierdza, że Młody Fifi, młody Richie Rich zgarnął tą produkcją już chyba wszystkich możliwych fanów. Jedno jest pewne, wypełnienie po brzegi warszawskiego Torwaru, to najlepsze potwierdzenie, że spełniło się marzenie Taco o 6 zerach…

 

Co Dwa sztosy to nie jeden!

  1. Dwa Sławy – Dandys Flow

A może tak wszystko rzucić, wyjść nie wrócić?
Jeśli ktokolwiek z was weźmie przykład z Dwóch Sław, pamiętajcie, żeby koniecznie zabrać też ze sobą Dandys Flow. Z takim zestawem możecie bezpiecznie wyjeżdżać w Bieszczady, a zapewniam, że nie będziecie się nudzić!

 

Od wyboru do (Nowego) Koloru.

  1. Otsochodzi – Nowy Kolor

By pokazać nowe rzeczy – jestem już gotowy… zapnij pasy, bo czekają nas wysokie loty… –śpiewał nam na Slamie młody Jan. Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że podopieczny Asfaltu wcale nie żartuje i dwa lata później wyda płytę jakiej polska scena jeszcze nie widziała i, o której szybko nie zapomni. Twórczość Jana można zawrzeć w jednym słowie: niebanalność. Mimo, że płyta wyszła już jakiś czas temu, nadal pachnie świeżością lekkiego flow Janka i soczystych bitów składających się na precyzyjnie skrojone tło muzyczne. Bez wątpienia Janek dodał sporo Koloru do często szarej hip-hopowej rzeczywistości.

To już nie podziemie, ale numer jeden! Janek Bueno!

 

Wszędzie dobrze, ale u Weny najlepiej…

  1. W.E.N.A – Niepamięć

Na wyczyszczonych portalach społecznościowych W.E.N.Y. nie znajdziesz, nie zobaczysz go również na snapchatowych relacjach, poznasz go natomiast na Niepamięci! Idealnie wywarzony album, prezentuje znanego nam od lat Michała bez mainstrimowego opakowania z kokardą. Chłodne, refleksyjne słowa dobitnie wypluwane na kolejne bity opowiadają prawdziwą historię chłopaka z Marymontu. Jeśli oczekujesz kolorowego konfetti, znajdziesz je jedynie w postaci barwnych analogii zaskakująco nawiązujących do wcześniejszych produkcji.  Nieco bezczelny ton i zaczepny charakter prowadzenia narracji, oddaje specyficzny temperament autora całego tego zamieszania. Obecność króla Holaka na podkładach wprowadza album na salony polskiej rap-awangardy. Kończę cytując klasyka- Wierzę, że najlepsze jest jeszcze przed nami…