Kękę ToTu – recenzja

Najpierw była Poczta Polska, w między czasie trochę  „Woogie Boogie” i bezczelnego gościa, którego kręcą wojna, sport i kobiety. Kto by kiedyś pomyślał, że Piotr Siara, wyskoczy z trasy i zrobi coś takiego jak ToTu?

Na ten  album naprawdę długo się czekało. Jednak było to przyjemne oczekiwanie. To nie jest tak, że ktoś powie: – „Kęki niedługo wjedzie z czymś nowym”- „Aha okej, fajnie”. W przypadku tego pana, jak się słyszy nowe, to można przypuszczać, że będzie coś ciekawego.

Kękę nie zaskoczył. Kto przesłuchał Trzecie Rzeczy, mógł się domyślać, ze ta płyta będzie kolejną częścią pewnej całości. Już wcześniej miałam wizje tej historii i wiedziałam, że nadal będzie się rozwijać. Kękę przekazał to co chciał w sposób prosty, a zarazem przyjemny dla ucha. ToTu jest zwyczajne i co najważniejsze – nie męczy. Album to przede wszystkim spokój, harmonia, dom i rodzina. Zakradło się trochę rutyny, ale tej pozytywnej!  Piotrek dobrze wie, jak namalować dane przeżycie, żeby w słuchaczu obudzić wyobraźnie. Robi to za każdym razem. W starszych kawałkach raper z Radomia był nieokrzesanym gościem. Był też bezpośredni i nadal jest. To na pewno nie ulegnie zmianie. Jego szczerość chwyta i zatrzymuje.

Nie zaskoczył, ale na pewno też nie zawiódł! Na najnowszym albumie, znajduje się wszystko to, na co czekałam.  Kękę motywuje, opowiada i udowadnia, że w rapie wcale nie chodzi o przysłowiowe „rzucanie mięsem”. Nie musi być o hajsie, zakupach czy życiu w luksusie, żeby było dobrze.

„Samson”, „Rutyna”, „Serce Matki”, „Nie pytaj mnie o nic” tych perełek mogę słuchać na okrągło. Może dlatego, że mają w sobie dużo sentymentu i najzwyczajniej kojarzą mi się z jego poprzednią płytą.  Znajdę też takie numery, przy których noga sama zaczyna wybijać rytm – „Zrobiłeś to chłopak”, „Nic dodać nic ująć”, „Nigdy ponad stan”. Jestem przekonana, że to będą moje ulubione przyjemniaczki.

Większą rozminę mam jednak słuchając „Brzmienia”. Nie mam absolutnie nic do kobiet pojawiających się w kawałkach raperów. Wręcz przeciwnie – zazwyczaj są dla mnie ciekawym i wnoszącym świeżość głosem. Niestety Sarsa sprawiła, że bardziej skupiam się na myśleniu – „skąd ona się tam wzięła i czy w ogóle to pasuje?” – niż na samym numerze. Zmęczyła mnie bardzo, ale i tak mniej niż Andrzej Grabowski. Pojawił się w „Na Dłoni” niczym Krzysztof Krawczyk. Gdybyśmy nie znali historii obu panów i powodów, dla których wystąpili razem, chyba nikt by nie pojął tej współpracy i udziału serialowego Kiepskiego w ToTu. Jeśli miałabym stawiać na gościa, na pewno postawiłabym na syna- Janka.  Udział „młodego” na płycie i „AWDGB” tylko upewnił mnie w przekonaniu, że Piotrkowi nigdy nie skończą się pomysły. Zaczynając od samej idei, a kończąc na wykonaniu i sposobie na ten numer, Kękę znowu pokazał nam coś nietypowego i swojego. W końcu cesarz!

Kękę – Cesarz

Jeśli miałabym się wypowiedzieć na temat muzyki, na pewno jest różnorodnie. Kilku producentów, których w ToTu miało swój udział, sprawiło, że klimat jest różnorodny. Są tradycyjne bity, ale też „świeżynki”, wzbogacone np. gitarą czy też perkusją.

Szybko i skutecznie wpadło w ucho. Nie wiem czy przy ToTu zostanę na dłużej, ale charyzma jaka bije z kawałków sprawia, że póki co, nigdzie się nie wybieram.

 

Kękę i Andrzej Grabowski

Tracklista:

  1. Rutyna
  2. Awdgb feat. Jaś (Kękę junior)
  3. Na dłoni feat. Andrzej Grabowski
  4. Samson
  5. Brzmienie feat. Sarsa
  6. Zrobiłeś to chłopak
  7. Nic dodać, nic ująć
  8. Nigdy ponad stan
  9. Cesarz
  10. 1000 kcal
  11. Zoba, zoba feat. Białas
  12. Nie pytaj mnie o nic
  13. Serce matki
  14. Idzie wiosna
  15. Kurz

 

Joanna Widelska

 

Jeśli podobają Ci się takie rzeczy i chcesz być na bieżąco to polub nasz Fanpage na Facebooku.

 

image sources

  • keke cesarz: żródło: YouTbe
  • kękę andrzej grabowski: Facebook
  • keke recenzja jw zdj wyr: Facebook