Bisz: „Czuję się twórcą, który posługuje się rapem” [Wywiad]

Żeby zrozumieć twórczość Bisza, należy iść na żywioł i pomimo zimy, burzy i naporu, odważnie poruszać się w stronę zmiany. W labiryncie jego gier słownych i niebanalnych tekstów pomocne okaże się zgrabne poruszanie między licznymi metaforami. Później wystarczy już tylko przebiec przez kilka przenośni, i przeskoczyć w kierunku poezji , by końcu odkryć ukryte w śniegu piękno, no i bestię.

Sylwia Serwańska: Już drugi raz w ciągu miesiąca jesteś w Toruniu. Teraz podczas Juwenaliów, a wcześniej podczas premierowego koncertu Pawbeats „Out”. Wówczas nikt nie spodziewał się twojego przyjazdu na koncert. Jak Ci się współpracuje z Marcinem?

Bisz: Cieszę się, że mogłem wówczas zagrać. Było to duże wydarzenie oraz dużo gości, którzy zajęli praktycznie całą salę. Panował świetny klimat. Gdy wydawałem swoją EP-kę „Piękno i bestia”, która miała podsumować czas, który minął od „Wilka Chodnikowego”, odezwałem się do Marcina, ale współpraca nie doszła do skutku. Pawbeats stwierdził, że możemy innym razem zagrać na jego imprezie. Nie będę udawał, nasze stosunki nie należały do najlepszych, ale to głównie przez nieporozumienia i złą komunikację, z którą często mam problemy. Niestety nie wszystko udaje mi się ogarnąć tak jakbym sobie tego życzył, ale wciąż staram się być trochę mniej aspołeczny. Porozmawialiśmy sobie z Marcinem i doszliśmy do wniosku, że większość rzeczy możemy sobie wyjaśnić. W Toruniu po latach zagraliśmy pierwszy raz Banicję. Było to dla nas duże doświadczenie.

Bartosz Stelmasik: Na „OUT” grałeś z zespołem muzycznym. Jaka jest dla Ciebie różnica pomiędzy graniem z instrumentami, a graniem klubowym?

Bisz: Jako B.O.K. zawsze gramy z instrumentami. Jako Bisz bardzo rzadko gram z samym DJ-em, a jeżeli już, to w wyjątkowych sytuacjach, gdy nie ma możliwości zagrania z pełnym składem. Żywa muzyka naturalnie nam towarzyszy. To jest taka wizytówka Bydgoszczy, bo zarówno ja, jak i Pawbeats mocno promujemy koncerty grane z żywym bandem. Dzięki temu nasza muzyka siłą rzeczy łączy różne gatunki. Podobnie jest ze składem, w którym występujemy z Radexem przy graniu „Wilczego humoru” – jest on bardzo kreatywny i mocno improwizujący.

Fot. Sylwia Serwańska

Bartek: Wolisz grać na festiwalach lub tak ja dzisiaj na Juwenaliach, czy preferujesz kluby?

Bisz: Lubię kameralną atmosferę, dzięki której można nawiązać kontakt niemalże z każdą osobą na sali. Ten największy hype na nas już przeminął, więc na naszych koncertach jest średnio od 50 do 200 osób. To są liczby, które można ogarnąć. Daje to fajny klimat. Z kolei Juwenaliowe koncerty też są świetne, bo można się pokazać większej publice, a ona też potrafi dać sporo przyjemności z grania.

Sylwia: Jakie uczucia towarzyszyły Ci podczas majowego grania Banicji?

Bisz: Przede wszystkim radość, że zamykam pewien etap w pozytywny sposób. Źle się czułem z tym, że nie wszystkie sytuacje po „Wilku Chodnikowym” były do końca jasne.  Bolało mnie to jako człowieka, że z moim sukcesem związały się jakieś niesnaski. Cieszę się, że udało się to wszystko rozwiązać. Zagranie „Banicji” było tego uwieńczeniem.

Fot. Sylwia Serwańska

Sylwia: Nawiązując do „Wilka Chodnikowego”. Do płyty dołączyłeś tomik poezji. Czujesz się bardziej raperem czy poetą?

Bisz: Czuję się twórcą, który posługuje się rapem. Z każdą nową płytą – myślę, że da się to zauważyć – staram się sam siebie sprawdzać w nowych okolicznościach i w nowych sytuacjach muzycznych. Często używam środków stylistycznych, które są typowe dla poezji. Poetą raczej nie jestem, bo tomik dodany do płyty był okazjonalny. Mam nadzieję, że kiedyś to się powtórzy. Ale nawet jak piszę poetyckie teksty, są to teksty do muzyki. Więc jestem bardziej tekściarzem, który rapuje.

Sylwia: Na polskiej scenie muzycznej z raperów – „poetów” poza Tobą wyróżnia się przede wszystkim Łonę. Wzorowałeś się na nim czy była to twoja osobna kreacja?

Bisz: Myślę, że Łona jest mistrzem języka używanego bardziej na płaszczyźnie racjonalnej, u mnie są to często abstrakcyjne zabawy słowem. Warto sprawdzić nasz wspólny numer „Przyjemny lęk” na płycie Oera, tam ta różnica słyszalna jest jak na dłoni. Być może Wam dziennikarzom jest przez to do Niego bliżej, a studentom filologii polskiej byłoby bliżej do mnie, choć nie dałbym za to głowy (śmiech). W każdym razie jestem fanem Łony i uważam, że jest on jedną z najciekawszych postaci współczesnej polskiej kultury. Sprawdzam każdą jego płytę.

Bartek: Nawiązując do różnic. Czy masz jakiś album w swojej dyskografii, który teraz zrobiłbyś inaczej?

Bisz: Przede wszystkim nie mam czasu o tym myśleć. Regularnie wydaję projekty i siłą rzeczy nie patrzę w tył. W sumie to trochę szkoda, bo chętnie sentymentalnie wróciłbym do jakichś starszych projektów. Na pewno znalazłbym w nich kilka rzeczy, które bym pozmieniał. Teraz jestem innym człowiekiem i z perspektywy czasu patrzę inaczej. Z drugiej strony stare płyty są dla mnie fajnym dokumentem i też świadectwem, kim byłem w danym czasie. Bardzo się zmieniłem, a pomógł mi w tym hip-hop. To jest droga, która idzie równolegle. Ja jako człowiek i twórca. To się cały czas splata. Myślę, że moja dyskografia może być ciekawa dla ludzi, którzy słuchają mnie od dawna. Można to traktować jako zapis drogi, bo płyty często do siebie nawiązują.  Mimo, że stylistycznie to się zmienia to jest jedna i ta sama droga – artystyczna i życiowa.

Sylwia: A propos nowych projektów. Możesz już coś zdradzić? Nadal planujesz wydać „Tehnikolor”?

Bisz: Gdzieś już pisałem, że „Tehnikoloru” nie będzie. Album nie powstał głównie dlatego, że wena nie zawsze pozwala mi pisać, wtedy kiedy jest na to potrzeba. Z tego też wynikają moje różne problemy. Żałuje, że nie udało jej się zrobić. Laikike1 jest bardzo ciekawą postacią na rapowej scenie. W sumie jest jedną z niewielu, które cały czas śledzę. Świetnie byłoby coś razem zrobić, ale niestety się nie udało. Natomiast doszła do skutku płyta z Elhuaną. Wydaje mi się, że powstał ciekawy projekt – „Ukryte w śniegu”. Jesteśmy z niego bardzo zadowoleni.

Fot. Sylwia Serwańska

Bartek: U Yurkoskiego wspominałeś, że w tym roku będzie dużo projektów. Kiedy można spodziewać się kolejnym rzeczy?

Bisz: Z Yurkoskim rozmawiałem chyba przed „Piękno i bestią”. W lutym wyszło „Ukryte w śniegu”. W niedziele pierwszy singiel z nowej płyty B.O.K. Materiał pojawi się po wakacjach. Próbowaliśmy go skończyć wcześniej, ale materiał okazał się mocno angażujący. Pierwszy raz nagrywamy całą płytę zespołowo. Nie ma sampli, tylko granie na żywo.

Sylwia: Sample lubisz, zazwyczaj były one obecne.

Bisz: Oczywiście, to jest ten problem, że ja lubię bardzo dużo rzeczy i staram się znaleźć na wszystkie czas. Raz robię taką płytę, a kolejna jest już inna. To jest bardzo fajne i pozwala mi się wyżyć twórczo. Dzisiaj z Radexem gramy dość alternatywny materiał. Kilka tygodni temu w Bydgoszczy z B.O.K graliśmy przekrój naszej twórczości hip-hopowej. Więc jedno drugiego nie wyklucza, a ja się cieszę, że mogę robić wszystko to, co lubię.

Fot. Sylwia Serwańska

Sylwia: Co do Bydgoszczy, wydaje się być ona płodna w dobrych raperów. Jesteś ty, Pawbeats, niedawno wskoczył Bedoes. Kto z Bydgoszczy może być kolejny?

Bisz: Jeśli mam być szczery to ciężko mi stwierdzić, bo brakuje mi czasu na śledzenie tej najmłodszej sceny. Na przykład nie miałem świadomości o istnieniu Bedoesa, zanim zrobiło się o nim głośno. Teraz też być może nie wiem o istnieniu osoby równie zdolnej. Można dużo mówić o gustach muzycznych, o stylach muzycznych, które jednym mogą się podobać, a drugim nie. Ale trzeba też docenić ekspresje, zdolności artystyczne i wyjątkowość pewnych osób. W Bydgoszczy jest dużo zdolnych graczy z dużym stażem – jak choćby Tata Kres, który jest bardzo oryginalnym twórcą. Oczywiście jest też Klarenz, który niedługo wydaje nową płytę. Będzie to bardzo fajny newschool, ale z głową. Kibicuję mu, warto sprawdzać jego nowe rzeczy.

Sylwia: Na scenie jesteś już dziewiętnaście lat. Czy masz w głowie taki projekt, o którym myślisz „dopóki tego nie zrobię nie zejdę ze sceny”?

Bisz: Te dziewiętnaście lat to lekka przesada, choć pierwsze nasze przygody z muzyką zaczęły się właśnie w 1999. Chciałbym kiedyś nagrać solową płytę, która podsumuje to wszystko, bo tak jak mówiłem wcześniej, wszystkie te płyty traktuję jako część pewnej mozaiki i któraś płyta będzie musiała to wszystko podsumować. Teraz gdy hype na mnie opadł, siłą rzeczy nie mam żadnego ciśnienia i po prostu tworzę. Dla mnie jest to bardzo fajna sytuacja, bo przez większość mojej twórczej drogi nie miałem nic do stracenia. Wydawaliśmy płytę za płytą i praktycznie nic się z nimi nie działo. Dużo materiału wyszło przed „Wilkiem chodnikowym”, który też raczej spisany był na straty, bo przecież dlaczego miał coś zmienić. Nagle wyszedł Pollock i okazało się, że to jest ten moment. Sukces przyszedł i odszedł, a my dalej robimy swoje. Na boku.

Fot. Sylwia Serwańska

Bartek: Kiedy raper powinien zakończyć karierę?

Bisz: Myślę, że wtedy kiedy robi muzykę na siłę. Widzi, że nie ma już energii twórczej oraz zajawki, a muzykę robi tylko dlatego, że nie wie co innego mógłby robić. Gdybym ja poczuł takie emocje, myślę że starałbym się robić coś odmiennego. Aczkolwiek jest to moje specyficzne podejście, bo autentyczność dla mnie  zawsze była ważna, i na tym mi zależy. Wydaje mi się, że słuchacze mnie za nią cenią, nawet gdy moje projekty są różne. Ale u mnie to wynika z potrzeby, a nie z musu, by na przykład zarobić na tym pieniądze, choć świadomość tego, że utrzymuję się z muzyki wyrobiła we mnie dobry rytm pracy.

Bartek: W 2011 roku wziąłeś udział w Młodych Wilkach Popkillera. Jak po tych kilku latach oceniasz swój występ oraz ten projekt?

Bisz: Idea programu jest bardzo szczytna. Muszę przyznać, że nie śledziłem tych ostatnich Młodych Wilków, ale wychodzę z założenia, że media powinny starać się w takich akcjach zebrać nie tylko znane osoby z młodego pokolenia, ale też z jak najróżniejszych stylów. To mogłoby być ciekawe. Dziś dominuje trap, co naturalnie wynika z zapotrzebowania publiczności. Nie ma się co obrażać, bo hip-hop w Polsce zawsze troszeczkę inspirował się zachodem. W sumie „troszeczkę” to za mało powiedziane (śmiech). Chętnie bym zobaczył takich ludzi, do których po prostu ciężko dotrzeć. Na przykład takich, którzy są raperami – poetami czy raperami – reporterami. Na swój występ patrzę z sentymentem, bo w jakiś sposób wyznaczyłem sobie kierunek w jakim będę podążał. Nagrałem zwrotkę, która była na ciekawym patencie i starała się podejść do tematu w oryginalny sposób, bo operując nawiązaniem do darwinizmu, starałem się pokazać moją wyższość nad innymi raperami.

Fot. Sylwia Serwańska

Sylwia: Zwróciłeś uwagę na to, że trap przejął rodzimą rap-scenę. Polscy młodzi raperzy wzorują się na amerykańskich raperach, praktycznie nie ma to przekazu. Co ty chcesz przekazywać w swoich numerach, bo w Twoich kawałkach jest ogromny wachlarz podejmowanych tematów?

Bisz: Życie to nie jest tylko i wyłącznie zabawa, jakkolwiek zgredziarsko to nie brzmi. Wiadomo, że młodość musi się wyszaleć, jednak prędzej czy później okazuje się, że warto do najważniejszych spraw w życiu podejść poważnie, zastanawiając się jak można je przeżyć, jakie mamy obowiązki wobec bliskich, czy nawet samego siebie. Ja skupiam się na tym jak przeżyć życie uczciwie i w pełni. Było to od początku punktem wyjścia dla mojej twórczości. Innym ważnym tematem jest świadome dokonywanie wyborów, jako że ich skutki wpływają nie tylko na nas osobiście, ale również na nasze otoczenie. Ostatnio rozmawiałem ze znajomym, pracującym w grupie młodych ludzi, cierpiących na uzależnienia. Powiedział, że ten nowy, polski hip-hop czasami ma destruktywny wpływ na tych młodych ludzi. Nikt nie chce się do tego przyznać. Łatwo stwierdzić: ja robię muzykę, od wychowywania są rodzice. Jest to po części prawda, ale każdy wie jak duży wpływ potrafi mieć na nastolatków muzyka, a jak mały rodzice.

Sylwia: Masz swoją ulubioną płytę, z którą wiążesz sentyment?

Bisz: Jest ich dużo. Dzisiaj będę w koszulce zespołu Onyx, który jest dla mnie rapowym wyznacznikiem surowości, buntowniczej treści i ekspresji. Jedną z moich ich ulubionych płyt jest „All we got iz us”.

Fot. Sylwia Serwańska

Bartek: W jednym z wywiadów poproszono Cię o rozwinięcie ksywy Bisz. Wówczas odpowiedziałeś Browary i Szlugi. Jak teraz byś to rozwinął. Czy jest to już „Biznes i sztuka”

Bisz: (Śmiech) Musiałbym się mocno zastanowić. Na pewno byłoby to inne rozwinięcie. Sztuka na pewno, tylko nie wiem co z tym „b”. Coś rozpoczynające się tę literę, ale związane z rodziną, z codziennym życiem. Może po prostu Bycie i Sztuka?

Sylwia: Już na zakończenie, nadal jesteś fanem Nicki Minaj?

Bisz: Zawsze byłem fanem jej umiejętności, chociaż nie zawsze podobała mi się jej muzyka, ale jako raperka jest świetna. Ostatnio słuchałem nowego singla Chun Li. Nicki rapuje tam przekozacko. Niestety, mimo całej mojej sceptyczności odnośnie przekazu, bywa że mam słabość do trapowych raperów, którzy potrafią porządnie wjechać na bit (śmiech).

Jeśli podobają Ci się takie rzeczy i chcesz być na bieżąco to polub nasz Fanpage na Facebooku.